A… B… C… - treść noweli
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Ty zresztą wiesz, Mleczku, że ja w ogóle za dziećmi przepadam... Nie wiem dlaczego, ale tak jsst... Może to po ojcu... Ot, myślałam, myślałam i - wymyśliłam. Rożnowska mi pomogła... Ale to wszystko tylko początek. Ziarnko do ziarnka zbierze się miarka, a później... później...

Wszystko to mówiła z wielkim i coraz większym zapałem; w ciemnawym pokoju, z oknem od północy, żaden promień ałońca nie padał na nią, a jednak po czole jej mknęły widoczne blaski i rumieńcem wezbranego życia staczały się na policzki.

Mieczysław siedział prosto i sztywnie, zza okularów swych wpatrując się w nią nieruchomo. Nieruchomymi też były rysy mizernej i sennej jego twarzy i trudno byłoby odgadnąć, czy to, co mówiła mu, sprawia na nim jakiekolwiek wrażenie, czy też żadnego wcale nie sprawia. Tyle tylko, że oczu nie spuszczał z ożywionej jej twarzy i że chude palce długich i białych jego rąk, które wsparł o kolana, coraz żwawiej bębniły po wytartym suknie ubrania. Gdy Joanna mówić przestała, przewlekłym swym, nosowym głosem powtórzył za nią:

- Później!... Później!...

A potem szczególnym ruchem, zakłopotanie czy żartobliwość oznaczającym, wsuwając szyję w krochmalny kołnierz koszuli nie bez wahania się zapytał:

- No... cóż... takie dalekie projekty układasz... a za mąż wyjść nie myślisz?

Wzruszyła ramionami.

- Wątpię, aby to kiedykolwiek stać się mogło. Wiesz o tym, że nikogo prawie nie znamy, nigdzie nie bywamy... jakżeby więc? jakim sposobem? Zresztą, może... ale spuszczać się na to nie mogę...

Z szyją wciąż w kołnierz wsuniętą i podniesioną nieco głową brat wpatrywał się w nią jak i wprzódy, tylko po wąskich jego wargach czarnym wąsem ocienionych przewijało się coś na kształt żartobliwego uśmiechu.

- No... - zaczął znowu - a ten... doktor?

Tym razem Joanna zarumieniła się i ze zdziwieniem na brata spojrzała. Jak to! więc odgadł on w niej to, o czym nigdy przed nikim ani jednego słowa nie wymówiły jej usta! On, tak obojętny i senny, musiał jednak pilnie na nią spoglądać, kiedy mógł, nie wiedzieć z czego, z oczu jej chyba, z gry rysów, ze smutku jej albo wesołości odgadnąć... Zresztą, nie było o czym mówić. Nie było tu wcale ani romansu żadnego, ani nawet jego przypuszczenia. Ot, tak jakoś serce uderzyło żywiej. Musiało przecież kiedyś żywiej uderzyć młodym będąc, ale zresztą milczało jak grób, bo nie było w nim nadziei.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 - 


  Dowiedz się więcej
1  Charakterystyka Joanny Lipskiej
2  Bohaterowie
3  A…B…C… - streszczenie



Komentarze
artykuł / utwór: A… B… C… - treść noweli







    Tagi: